Macerat z suszonej lipy w wolnowarze

Potrzebujemy: paczkę suszonej lipy, oliwę pomace, wolnowar.

lip_001

Wolnowar, to cudowny wynalazek, prosty i ułatwiający mydlarzom życie. Nie sądzę, by macerat z wolnowaru był lepszy od takiego stojącego miesiąc i mieszanego systematycznie każdego dnia. Ale do mydła jest idealny. Taką przynajmniej mam nadzieję. Wrzucamy suszoną lipę do wolnowaru, zalewamy olejem, przykrywamy, ustawiamy temperaturę na 60-70 st. (u mnie 65 st.) i koniec zajmowania się maceratem. On się robi a my możemy zająć się czymś innym. Ja do mojego zaglądałam i od czasu do czasu przemieszałam łyżką.

Pojawia się teraz pytanie o optymalny czas. Grzałam tę lipę w oleju przez ponad 5 godzin. Potem zostawiłam do wystygnięcia i gdy była już zimna, przecedziłam dwukrotnie. Najpierw przez gęste sito, potem przez bawełniane płótno. Zlałam do słoika, zakręciłam, wstawiłam do lodówki i gotowe.

Jeśli nie zmierzamy zużyć maceratu od razu, musimy dbać o czystość używanych naczyń i naszych rąk. Najlepiej wszystko robić w rękawiczkach. Słoik na macerat myjemy i suszymy. Ja tym razem nie wyparzałam tylko spryskałam spirytusem, wytarłam czystą ściereczką i na chwilę pozostawiłam do odparowania resztek alkoholu. Podobnie postąpiłam z zakrętką.

Zalet maceratu z wolnowaru jest mnóstwo. Nie wykipi, nie przypali się, nie przegrzeje ani nie wychłodzi, bo temperatura jest stała. Macerat z wolnowaru jest też szybko dostępny, nie trzeba czekać nawet trzech dni. Jednego dnia robimy, drugiego używamy. A czasami i w tym samym dniu. Nie drżymy też z niepokoju – uda się czy zepsuje? Z wolnowaru udaje się zawsze. Co najwyżej nie przechowa, ale to już inna bajka 🙂

Nie wypowiem się o wadach, bo naprawdę nie wiem, ile cennych składników mogłoby przejść do oleju, gdybym macerowała na zimno. Myślę, że kosmetyk typu krem czy masło do ciała warto zrobić na maceracie przygotowanym na zimno, mam nadzieję, że do mydła ten sposób (w wolnowarze) jest dobry. I jeszcze energia, to prawda, zużywamy prąd, ale mój wolnowar, to ceramiczna miska w aluminiowej obudowie, dobrze trzyma ciepło i nie jest prądożerny 🙂 Niemniej to jest minus.

Jeśli możecie podać powody, dla których lepiej macerować na zimno – mam na myśli macerat do mydła – to  bardzo proszę, napiszcie.

 

Macerat z liści laurowych

laur_003

Macerat robiłam z zamiarem dodania do mydła oliwa 100%, dlatego zrobiłam go na oliwie pomace. Suszone liście laurowe zmieliłam w młynku do mielenia ręcznego, zalałam oliwą i zostawiłam na ponad  miesiąc. Chciałam na dwa, ale nie wytrzymałam. Wszystko brzmi łatwo, miło i przyjemnie. A jak było naprawdę? Łatwo, miło i przyjemnie poza  mieleniem. Mieliłam trzykrotnie, ręce, ramiona i plecy bolały, na dłoniach pojawiły się dociski. Zmieliłam ok. 90 g liści laurowych, mieliłam z przerwami … dwa dni.

Dopisane: do mielenia najlepiej sprawdza się młynek do kawy 🙂

macerat laurowy

Na zdjęciu powyżej widać mniej więcej proporcje.

laur_002

Nie podgrzewałam, nie pryskałam spirytusem, zalałam, zakręciłam i zostawiłam. Od razu pojawił się charakterystyczny zapach liści laurowych, mam wrażenie, że nie bardzo się zmieniał w trakcie maceracji. Ale to może być tylko moje wrażenie.

Cedziłam przez gęstą bawełnianą ściereczkę. Po odcedzeniu było niewiele, tak mi się wydawało i postanowiłam przelać materiał roślinny oliwą pomace, przelałam trzykrotnie aż do uzyskania 1 kg oliwy w kolorze „laurowym”. I za każdym razem oliwa miała kolor maceratu, nieco jaśniejszy, ale nadal mocny. Warto było, choć ścierka raczej nie odzyska bieli.

 

Macerat z czarnuszki

thumb_638x800_10_w
Zdjęcie ze strony: http://www.mojpieknyogrod.pl/ogrod-ozdobny/artykul/niepozorna-a-przydatna-czarnuszka-siewna

Czarnuszka – już sama nazwa nastraja pozytywnie, a to dopiero początek 🙂
Większość z nas kojarzy jej aromat z chlebem. Ziarnami czarnuszki posypuje się chlebowe ciasto przed włożeniem do pieca. Nie należy z tym posypywaniem przesadzać, bo aromat jest naprawdę silny.

Na rynku dostępny jest też olej z czarnuszki (nie należy do najtańszych), który w celach leczniczych należy spożywać w odpowiednich dawkach, podobno po przełknięciu czujemy mocny ostry smak tego oleju. Piszę podobno, bo ja używam czarnuszki do sałatek z dodatkiem czosnku. Dla mnie jej smak jest idealny. Bardzo dobrze komponuje mi się z zieloną sałatą, ogórkami, pomidorami i za każdym razem z czosnkiem. Dokładniej, jedno z wymienionych warzyw kroję na większe kawałki, dodaję zgnieciony czosnek, lekko solę i polewam łyżka oleju z czarnuszki. Najlepiej ten olej komponuje mi się z samym czosnkiem i świeżym chrupiącym chlebem. Jeśli nie próbowaliście, spróbujcie, jeśli nie spodoba się Wam smak czy zapach, trudno, jest mnóstwo innych wspaniałych olei, każdy znajdzie coś da siebie.

Nie będę się rozpisywać o zaletach czarnuszki, wystarczy zajrzeć np. tutaj –> klik-klik Wśród zalet leczniczych wymieniany jest korzystny wpływ na zmiany łuszczycowe i cerę trądzikową. Stąd pomysł na mydło a najpierw na macerat. Czy zrobiłabym mydło z oleju z czarnuszki? Myślę, że spróbuję. Najpierw jednak macerat.

Nie ma się co rozpisywać, bo macerat jest prosty do zrobienia, nasiona zalewamy olejem (użyłam rafinowanego oleju słonecznikowego) i zostawiamy na przykład na miesiąc. Zanim to jednak zrobiłam, zmieliłam nasiona w ręcznym młynku.

czar_002

To nie jest łatwe zadanie, prawdę mówiąc sama ich nie mieliłam, nie dałam rady. Nasiona nie mielą się na proszek, podczas mielenia widać, że jest w nich naprawdę dużo oleju. A od zapachu kręci się w głowie 🙂

czar_003

Ze względu na intensywność zapachu nie podgrzewałam oleju przed zalaniem, nie chciałam, by wraz z temperaturą uleciały olejki eteryczne.

Macerat błyskawicznie robi się ciemny, prawie czarny i od początku ma cudowny mocny zapach czarnuszki. W mydle ten zapach utrzymuje się bardzo krótko i pod koniec leżakowania zanika.

czar_010

Macerat z sosnowych igieł

Muszę zaznaczyć, że nie jestem zielarką, podaję, jak zrobiłam mój macerat z sosnowych igieł. Powtarzając przepis robicie to na własną odpowiedzialność, możliwe, że można łatwiej lub lepiej. Warto zaglądać w poszukiwaniu wiedzy dotyczącej maceratów na blogi zielarzy.

macsosn_01

Jeśli chodzi o maceraty sosnowe, to maceruję wszystko, co się da. Jak tylko usłyszałam, że kosodrzewina, która rośnie w ogrodzie i ma być żywopłotem, będzie przycinana, natychmiast zażądałam wstrzymania wszelkich przy niej prac. Efekt jest taki, że ja mam maceraty z igieł (i nie tylko z igieł) a kosodrzewina nie została przycięta. I dobrze, niech rośnie na zdrowie 🙂 Pozwolę sobie na osobiste wynurzenie – otóż, najbardziej lubię, gdy w ogrodzie rośliny rosną według własnego upodobania a człowiek się nie wtrąca. Albo wtrąca minimalnie.

Macerat z igieł powstał, bo ten z młodych pędów pachniał cudownie a ja zakochałam się w sosnowych mydełkach.

Jak zrobiłam macerat.

  1. Oberwałam igły z gałązek, które i tak miały zostać przycięte. Gałązki oczywiście odcięłam z krzaków. U mnie kosodrzewina wygląda jak krzaki 🙂
  2. Wyparzyłam i wysuszyłam słoiki i pokrywki.
  3. Pocięłam igły nożyczkami, nożyczki wcześniej wyparzyłam.
  4. Wsypałam igły do słoików.
  5. Rafinowany olej słonecznikowy podgrzałam do temp.ok. 40 st. Zwykle podgrzewam do 70 ale przy sosnowych mniej, bo za pierwszym razem zapach uderzył mnie w nos i pomyślałam, że dużo olejków eterycznych mi z tego maceratu ucieka.
  6. Zalałam igły olejem.
  7. Przynajmniej raz dziennie potrząsałam słoikiem, żeby wszytko dobrze wymieszać a co kilka dni odkręcałam i oglądałam zakrętkę. Czasami ją tylko wycierałam, bo igły lubiły się do niej przykleić, a czasami zmieniałam na świeżą – wyparzoną i suchą.macsosn_02
  8. Słoiki z maceratem mam dobrze zakręcone, nie wiem, czy dobrze myślę, ale z tych niedokręconych będą uciekać olejki eteryczne – tak myślę.
  9. Macerat po ok.miesiącu ma piękny zielony kolor i cudowny sosnowych zapach. I nigdy nie zdarzyło się, żeby macerat na rafinowanym oleju słonecznikowym zepsuł się lub nie udał w jakikolwiek inny sposób. Sosna jest odporna i pięknie pachnie 🙂 Na zdjęciach poniżej macerat z młodych pędów. Ten z igieł jest ciemniejszy ale równie aromatyczny.

    10. Macerat sosnowy odcedzamy przez gęste sitko wyłożone bawełnianą lub lnianą szmatką. I używamy zgodnie z naszymi planami – ja oczywiście do mydła 🙂

 

Macerat sosnowy

00145

O maceracie z pędów kosodrzewiny napisałam tutaj –> klik-klik. I wczoraj moje sosnowe maceraty odcedziłam. Pachniały (i jeszcze pachną) obłędnie. Jeśli będziecie mieli okazję, zróbcie. Są cudowne. Skoro pachną, to znaczy, że do oleju sporo przeszło i macerat swoją wartość ma. Wyszło mi ok. 2 litrów, będą mydła! Kolor w mydle zniknie, wiem, zapach też się nie zachowa, ale sporo cennych składników przejdzie, będą sosnowe mydełka 🙂

Powyżej dla porównania zestawiam zdjęcie oleju przed maceracją i maceratu.

Dla porównania nastawiłam też macerat na nierafinowanej oliwie z oliwek i traktowałam wszystkie maceraty jednakowo. Ten z oliwą po dwóch tygodniach wyrzuciłam, bo pojawiła się pleśń. Sprawdziłam zapach, oliwa mocno dominowała, choć olejki sosnowe też czułam. W przypadku maceratu na oleju słonecznikowym, zapach oleju zniknął, czuję tylko olejki sosnowe. Czytałam u Zielichy (kopalnia wiedzy na temat ziół –> klik-klik), że maceraty lepiej nastawiać na olejach rafinowanych, są trwalsze.

00141

Dodając macerat do mydła traktuję go jak olej bazowy. W tym przypadku słonecznikowy rafinowany. I zakładam, że 7% tłuszczów nie zostanie zmydlonych (zwykle zakładam 4-5%), tak na wszelki wypadek, bo nie chcę ryzykować niezmydlonego ługu w mydle. Chcąc zachować jak najwięcej składników z maceratu, dodaję go na końcu, to znaczy, najpierw przygotowuję wszystkie tłuszcze, ług, mieszam, miksuję, masa szybko gęstnieje, bo ługu jest za dużo w stosunku do olejów. Dodaję macerat, mieszam łopatką i jeszcze chwilę miksuję tak, aby uzyskać pożądaną konsystencję.

 

 

Bez – lilak

00040

Na stronie Natura i ty jest mnóstwo informacji na temat bzu. I naprawdę warto poczytać. Mnie wystarczyła jedna:

Kwiaty lilaka zawierają olejek eteryczny.

I bardzo dobrze. Oskubałam moje bzy z kiści, potem kiście z kwiatów. Potrzebowałam dwóch słoików, w jednym macerat z olejem z ryżu, w drugim z olejem słonecznikowym. Kwiaty spryskałam alkoholem (spirytus), poczekałam, żeby odparował i zlałam olejem. Słoiki wstawiłam do ciepłej wody (40 st.) na godzinę. Będę macerować mój bez przed trzy tygodnie.

I jeszcze zdjęcie. Najlepiej wychodzą te maceraty w plenerze 🙂

00044

Z młodych pędów kosodrzewiny

Nie okaleczyłam drzew w lesie. To z mojego ogrodu.

00042

Kosodrzewina ma zostać przycięta, poprosiłam o czas na zrobienie maceratów.

Zaczerpnięte ze strony –> klik-klik

Pączki sosnowe pozyskiwane są do celów leczniczych od zimy do przedwiośnia i suszone w temperaturze pokojowe. Można także stosować świeże pączki sosnowe. Podobne właściwości lecznicze posiadają pączki świerkowe Gemmae Piceae, pączki jodłowe Gemmae Abietis i pączki modrzewiowe Gemmae Laricis. Cennym surowcem są również pączki kwiatowe drzew iglastych zbierane w maju.
Skład chemiczny: pączki są zasobne w olejek eteryczny (do 1,5%), flawonoidy i biflawonoidy, flawanonole (pinobanksyna, taksyfolina), flawanony (pinocembryna), gorycz – pinipikryna, kwasy fenolowe i glikozydy fenolowe (gwajakol, pirokatechol, koniferyna), garbniki, witamina C, witamina P, żywica, związki stylbenowe. Olejek eteryczny zawiera głównie pinen, kalafonię, borneol i estry borneolu.
Najbardziej liczę na te olejki eteryczne. I w przyszłym roku wcześniej zacznę zbierać 🙂
Pierwsze maceraty już są. Wykorzystałam olej słonecznikowy. Nie pryskałam alkoholem, bo zapach był bardzo silny.

00035

Dorobiłam jeszcze jeden z pędów klasycznej sosny. Tym razem spryskałam alkoholem (spirytusem) i wstawiłam na trochę do ciepłej wody. To zamiast podgrzewania oleju przed zalaniem, olej powinien mieć temperaturę 35 st. Nigdy mi się nie udaje, za każdym razem przegrzewam. Wymyśliłam, że wstawię słoik do ciepłej wody (40st) tak na godzinę. Mam nadzieję, że to rozsądny pomysł 🙂 Przecedzę za jakieś trzy tygodnie. Do tego czasu będę systematycznie mieszać, przynajmniej raz dziennie.

Uzupełnienie czyli jak zrobiłam macerat krok po kroku:

  1. Narwałam czubków, patrz zdjęcie
  2. Rozłożyłam na papierze o jasnym kolorze, żeby ew. żyjątka miały szansę wyjść.
  3. Podgrzałam olej do ok. 35 st.
  4. W czasie, gdy olej się grzał, łamałam materiał roślinny na mniejsze części i wkładałam do wyparzonych słoików.
  5. Zalałam olejem, zakręciłam, mocno wymieszałam potrząsając. Oczywiście odkręciłam i powąchałam, bo co mam sobie żałować. Czułam olej słonecznikowy i sosnę.
  6. Raz dziennie mieszałam moje maceraty mocno potrząsając.
  7. Po trzech tygodniach odcedziłam. Gęste sitko wyłożyłam kilkoma warstwami gazy, wykładałam na to zawartość słoika, co przeleciało, to przeleciało, resztę mocno wyciskałam. Tę gazę kilka razy zmieniałam bo mi się poplątała przy wyciskaniu.

Każdą czynność z maceratem wykonywałam w rękawiczkach. W części początkowej, bo nie chciałam się pobrudzić żywicą, przy cedzeniu, na wszelki wypadek, żeby nie wprowadzić do maceratu niczego z moich rąk. To oczywiście nie były te same rękawiczki. Gotowy macerat przelałam do wyparzonych słoików, wszytko wyparzałam, może niepotrzebnie, ale zależało mi na nim. Użyłam rafinowanego oleju słonecznikowego. Dla porównania zrobiłam trochę maceratu w oliwie z oliwek – ten macerat popsuł się. Wywaliłam.

Nie jestem zielarką, to tylko mój opis jak zrobiłam macerat, koniecznie poczytajcie blogi zielarzy, tam jest mnóstwo informacji. Osobiście bałam się robienia czegokolwiek z ziół w domu, okazuje się, że to nie jest trudne.