Borowinowo-sosnowe – wersja trzecia

bsb_06

Mydła borowinowe są dość miękkie, postanowiłam przetestować wosk w roli utwardzacza.

Receptura:
650 g – oliwa pomace (macerat sosnowy)
320 g – olej kokosowy
280 g – olej palmowy
50 g – wosk pszczeli
140 g – borowina
179 g – NaOH
340 g – woda demineralizowana
10 ml – eteryczny olejek sosnowy
kawałki innego mydła (opcjonalnie)

Sposób wykonania taki sam, jak w przypadku innych borowinowych, ale napiszę, żeby nie trzeba było szukać 🙂 Ze względu na wosk dbamy, by temperatura nie spadła poniżej 50 st.,

  1. Odważamy składniki.
  2. Nastawiamy tłuszcze twarde do rozpuszczenia w tym również wosk. Wosk rozpuszcza się w temperaturze ponad 50 st., poniżej tężeje, dlatego trzeba nieco mocniej podgrzać.
  3. Przygotowujemy ług. Odstawiamy na bok, ale nie studzimy (z uwagi na wosk).
  4. Łączymy tłuszcze twarde i miękkie, dodajemy borowinę, miksujemy blenderem.
  5. Dodajemy ług, mieszamy łopatką, blendujemy do lekkiego śladu.
  6. Dodajemy olejki eteryczne, mieszamy, blendujemy bardzo krótko, jeśli masa jest zbyt rzadka, to oczywiście dłużej.
  7. Dodajemy kawałki mydła, mieszamy łopatką, wylewamy do formy i gotowe 🙂

Kroiłam po ok. 12 godzinach, jak na borowinowe, to bardzo szybko. Tym razem nie stemplowałam 🙂

bsb_04

I nie wiem, czy dodatek białego mydła, to dobry pomysł, zastanawiam się nie wiem 🙂

Czarnuszkowe – mydło pełne zdziwień

cz_28

I. Macerat z czarnuszki

Zaczynamy od nastawienia maceratu z czarnuszki. Ziarno mielimy w młynku do kawy i zalewamy oliwą pomace. Każdego dnia potrząsamy słoikiem tak, by wszystko dokładnie przemieszać. Przez pierwsze cztery tygodnie jest to obowiązkowe przynajmniej raz dziennie, potem, od czasu do czasu gdy nam się przypomni. Zastanawiam się, ile czasu macerowałam tę czarnuszkę, pół roku? Dłużej? Myślę, że nieco dłużej niż pół roku. Nie było to zamierzone, nie miałam pomysłu. Aż do dzisiaj, gdy na warsztatach oglądaliśmy maceraty, zobaczyłam jaki ten macerat jest gęsty i ciemny i poczułam, jak pięknie pachnie czarnuszką.

II. Cedzenie maceratu.

Odcedziłam a właściwie przetarłam czarnuszkowy macerat przez gęste sito, uzyskałam bardzo gęsty i ciemny olej. I to było zdziwienie pierwsze, nie przypominam sobie, by poprzedni macerat był aż tak gęsty. Przetartą czarnuszkę wrzuciłam do słoika, zalałam oliwą pomace, porządnie wymieszałam i znów przetarłam przez sito, ale do innego pojemnika. Miałam dwie porcje, ciemną i gęstą, drugą jaśniejszą i nie tak gęstą. cz_00

III. Pomysł na mydło

Plan był taki, zrobić trzy masy, ciemnoszarą, jasnoszarą i białą. Wlewać do przechylonej formy tak, bo w przekroju uzyskać mniej więcej trójkąty. Receptura każdej masy jest taka sama, różnią się rodzajem użytej oliwy. W mojej głowie przechylałam formę, wlewałam masę do formy, czekałam aż zastygnie, przygotowywałam koleją porcję i kontynuowałam. Wszystko miało być równe i gładkie…. i takie łatwe….

Receptura:
250 g – oliwa pomace
25 g – olej ryżowy
100 g – olej kokosowy
100 g – olej palmowy
25 g – masło shea
68 g – NaOH
136 g – Woda demineralizowana
2,5 ml – eteryczny olejek rozmarynowy
1,25 ml – eteryczny olejek lawendowy
1,25 ml – eteryczny olejek bergamotowy

Uwagi:
1. Pierwszą masę robiłam na ciemnym i gęstym maceracie.
2. Drugą masę robiłam na oliwie, którą „płukałam” przetartą czarnuszkę, do tłuszczów jeszcze przed wlaniem ługu dodałam 3,5 ml dwutlenku tytanu i porządnie zblendowałam.
3. Trzecią masę robiłam na maceracie z lawendy (oliwą pomace zalałam lawendę, macerat robiony w wolnowarze metodą na ciepło), do tłuszczów jeszcze przed wlaniem ługu dodałam 5 ml dwutlenku tytanu i porządnie zblendowałam.

cz_02

IV. Wykonanie mydła

  1. Maceraty przygotowujemy wcześniej tak, jak opisałam powyżej.
  2. Odważamy składniki
  3. Nastawiamy tłuszcze twarde do rozpuszczenia
  4. Przygotowujemy trzy porcje ługu, zostawiamy do wystudzenia. Można przygotować jeden ług, potem go rozważyć.
  5. Łączymy tłuszcze twarde i miękkie, dodajemy dwutlenek tytanu tak, jak opisałam to powyżej.
  6. Robimy pierwszą masę mydlaną. I tu pojawiło się zdziwienie drugie, po dodaniu ługu do tłuszczów i zamieszaniu łopatką miałam tak gęsty budyń, że włożenie blendera w to wszystko uznałam za niemożliwe. Zapewniam Was, to coś na zdjęciu nie miało kontaktu z blenderem.cz_03 Przez głowę przemknęła mi myśl, żeby zostawić to w pojemniku, jakoś to potem wyjmę, pokroję i będę mieć porządne mydło choć dziwnych kształtów. Ale masa zaskoczyła mnie po raz kolejny (zdziwienie trzecie), zgęstniawszy, ustabilizowała się. Miałam wrażenie, że uprzejmie czeka, co dalej. Dodałam olejki eteryczne, energicznie wymieszałam łopatką i przyłożyłam do formy uklepując i wyrównując tak, by uzyskać zaplanowany kształt. cz_04 W efekcie końcowym w tej części mydła pojawiły się przebarwienia, to efekt nierównomiernego wymieszania, łopatka to nie blender 🙂 Zdjęcie celowo rozjaśniłam, żeby przebarwienia były lepiej widoczne.cz_31
  7. Robimy drugą masę mydlaną. Olejki dodałam jeszcze przed ługiem, bo podejrzewałam, że i ta masa zgęstnieje szybko. Nie pomyliłam się ale tym razem użyłam blendera. Również tę masę wyłożyłam (nie mylić z wylewaniem) do formy nadając jej kształt jak najbardziej zbliżony do zaplanowanego. cz_05
  8. Robimy masę trzecią. Klasycznie, ług do tłuszczów, mieszamy chwilę, blendujemy do lekkiego śladu, dodajemy olejki, chwilę blendujemy i wylewamy do formy. Tu zdziwienie czwarte a właściwie zadumanie nad własną bezmyślnością, druga chwila okazała się w moim przypadku za długa, przeblendowałam, na szczęście wyłożenie i wyrównanie masy okazało się łatwe.
  9. Zostawiamy na noc przykryte np. deseczką. Sprawdzałam i zaglądałam. Żelowało, grzało się ale nie parzyło, w każdym razie nie popękało.
  10. Kroimy po ok. 8-9 godzinach. Blok po wyjęciu taki sobie, ale oczywiście czułam emocje – co w środku??

    I zdziwienie piąte i ostatnie – nierówne, nieidealne ale ładne i mimo szarości – ciepłe w kolorystce mydło. O przyjemnym bardzo zapachu, ale o tym nie dyskutujemy, zapach rzecz gustu 🙂 cz_27

Uwaga końcowa – barwniki i jakaś podstawowa masa bez maceratów sprawdziłyby się w przypadku tego mydła lepiej. Ja pozostanę przy czarnuszkowym, efekt końcowy bardzo mnie cieszy 🙂 cz_21

 

 

Z jedwabiem

gl_04

Testowałam dwa nowe składniki – jedwab tussah i mleczan sodu. I teraz żałuję, należało wprowadzić tylko jeden, bo nie wiem co sprawia, że to mydło jest jakie jest. Jest nieco kruche, nie odważyłabym się go stemplować. Sprawdziłam na skrawkach, pieni się wspaniale 🙂

Receptura:
680 g – oliwa pomace
300 g – olej kokosowy
300 g – olej palmowy
100 g – masło shea
80 g – olej migdałowy
40 g – olej rycynowy
45 g – mleczan sodu (w kolejnej wersji zmniejszyłam do 30 g, mydło bardzo delikatne ale mniej kruche)
7 ml – eteryczny olejek geraniowy
8 ml – eteryczny olejek rozmarynowy
4 ml – dwutlenek tytanu
3 ml – różowa mika
2 g – jedwab tussah
205 g – NaOH
410 g – woda demineralizowana

  1. Odważamy składniki
  2. Tłuszcze twarde nastawiamy do rozpuszczenia
  3. Przygotowujemy ług. Nie studzimy.
  4. W ługu rozpuszczamy jedwab. Trudno odważyć go dokładnie, podana w recepturze ilość jest orientacyjna. Jedwab wrzucamy do ługu i mieszamy tak długo, aż się rozpuści. Trochę to trwa, trzeba być cierpliwym.
  5. Łączymy tłuszcze twarde i miękkie
  6. Zostawiamy ług i tłuszcze do wystudzenia, wszystko powinno mieć temperaturę pokojową.
  7. Mikę i tlenek tytanu rozprowadzamy olejem ze słodkich migdałów.
  8. Tlenek tytanu dodajemy do tłuszczów i miksujemy blenderem. Ja zapomniałam. A szkoda. Miksowanie tlenku tytanu z samymi tłuszczami daje nam czas na porządne wymieszanie.
  9. Dodajemy do tłuszczów ług, mieszamy przez chwilę łopatką, potem blendujemy do lekkiego śladu.
  10. Dodajemy olejki eteryczne, krótko blendujemy.
  11. Dodajemy mleczan sodu, krótko blendujemy.
  12. Odlewamy ok. 300 ml masy, dodajemy do niej różową mikę, mieszamy.
  13. Wlewamy masy do formy na przemian. Jeśli są za rzadkie, możemy je jeszcze zblendować. Zostawiamy nieco jasnej masy do wylania na wierzch.
  14. Mieszamy drutem typu „wieszak”, wyrównujemy.
  15. Wylewamy resztę białej masy, zdobimy lub nie, zostawiamy. gl_01
  16. Kroimy 🙂 Ja kroiłam po 10 godzinach.

 

Pachnie intensywnie różanie. Chciałam nieco słabiej, z czasem pewnie tak będzie.

I jeszcze na koniec zdjęcie w pomieszczeniu

 

 

i w towarzystwie malutkiego bratka 🙂

 

To mydło ma ładne ciepłe kolory, ale nie bardzo mi to na zdjęciach wychodzi. Trudno 🙂

Wypróbowałam raz jeszcze pod wodą większą kostkę. Po zamoczeniu kruchość znika, mydło jest bardzo kremowe i bardzo delikatne. Prawdziwe mydło dla księżniczek 🙂

 

Z żółtkami-kremowa gęsta piana!

eg_10Informacje o żółtkach w mydle zbierałam u Anne L. Watson

Żółtko, to dodatkowy tłuszcz w mydle, bo żółtko zawiera ok. 27% tłuszczu, białko właściwie wcale. Żółtko daje gęstą kremową pianę i jeśli na takiej pianie nam zależy, to materiał mamy pod ręką, bo kto nie ma w domu jajek? Obie autorki przywoływanych przez mnie wpisów twierdzą, że mydło pachnie olejkami i jest trwałe. To pierwsze mogę już potwierdzić, co do trwałości, muszę zaczekać z wnioskami.

Robiąc swoje mydło wzorowałam się na opisie podanym tutaj–> klik-klik

Receptura:
750 g – oliwa pomace (macerat  nagietka, mniszka, kocanki)
300 g – olej kokosowy
300 g – olej palmowy
100 g – masło shea
50 g – olej rycynowy
206 g – NaOH
412 g – woda demineralizowana
5 ml – eteryczny olejek lawendowy
5 ml – eteryczny olejek bergamotowy
2 ml – eteryczny olejek rozmarynowy
15 ml – glinka czerowna
15 ml – glinka rhassoul
3 żółtka

  1. Maceraty przygotowujemy wcześniej.
  2. Odważamy składniki, nastawiamy tłuszcze twarde do rozpuszczenia.
  3. Przygotowujemy ług, chłodzimy do temperatury pokojowej.
  4. Jajka powinny mieć temperaturę pokojową. Oddzielamy żółtka od białek, rozprowadzamy w olejem odlanym od oliwy odważonej na mydło. eg_01
  5. W oddzielnych pojemnikach rozprowadzamy glinki olejem migdałowym.
  6. Łączymy tłuszcze twarde i miękkie, jeśli trzeba, schładzamy do temperatury pokojowej.
  7. Wlewamy ług do tłuszczów, mieszamy, blendujemy do lekkiego śladu.
  8. Dodajemy żółtka rozprowadzone olejem, mieszamy łopatką, krótko blendujemy. eg_02
  9. Dzielimy masę na trzy części, jedną wlewamy do glinki czerwonej, drugą do rhassoul, trzecią do pustego pojemnika. Oczywiście nie ma obowiązku dodawać glinek, można dowolnie zmieniać pod tym względem recepturę 🙂 Przepraszam za nieostre zdjęcie. Wszystkie masy żółte, bo jeszcze niewymieszane z glinkami.eg_15
  10. Blendujemy masę, którą wlejemy na spód. Trochę to trwa, mydło nie gęstnieje zbyt szybko. Powtarzamy czynność, aż wszystkie masy są gotowe i wylane do formy. Starałam się wylać równe warstwy, ale przy środkowej ręka mi drgnęła i w jednym miejscu wylałam za dużo. No trudno 🙂
  11. Wierzch ozdabiamy lub nie, co kto lubi. Jak zwykle wygrzebałam resztki z pojemników, teraz żałuję, gładka góra byłaby lepsza.

Kroiłam po 7 godzinach, mydło było miękkie, musiałam poczekać ok.kwadransa ze stemplowaniem, bo trochę się to mydło kleiło do pieczątki, ale po kwadransie było już dobre. eg_08

Pieni się gęstą kremową pianą, za jakiś czas piana będzie pewnie jeszcze lepsza 🙂 Za jakiś czas kolejny test.

eg_18

 

 

Pokrzywowe z korundem – mydło w paście – domowa mikrodermabrazja

pok_23Korund, to tlenek glinu, minerał wykorzystywany do wykonywania zabiegu pod nazwą mikrodermabrazja korundowa, taka nazwa na ścieranie obumarłego naskórka 🙂

Pomysł na mydło zaczerpnęłam od Mili Wawrzenczyk, pomysł na dodawanie korundu do mydła w paście uważam za świetny. Można dodać do całości, można szykować sobie kolejne porcje według uznania.

Jednym z przeciwwskazań jest cera naczynkowa. Problem w tym, że osoby z cerą naczynkwową miewają też cerę suchą. I też chciałyby ją, myjąc, oczyścić z martwego naskórka. Dobrze w takim przypadku sprawdza się mydło savon noir. Postanowiłam, że sprawdzę na sobie mydło z korundem, ale zmniejszyłam ilość korundowego proszku. Jeśli ktoś będzie powtarzał ten przepis i chce uzyskać mydło mocno ścierające, powinien na podaną przez mnie w przepisie porcję dodać ok. 100-120 g korundu kosmetycznego. Korund można też dodać do mydła w paście tuż przed samym użyciem.

Receptura:
400 g – oliwa pomace (macerat pokrzywowy)
50 g – olej kokosowy
50 g – masło shea
103 g – KOH
210 g – woda demineralizowana
25 ml – sok z pokrzywy
2 ml – eteryczny olejek lawendowy
1 ml – eteryczny miętowy olejek

  1. Odważamy tłuszcze i umieszczamy w wolnowarze. Włączamy wolnowar. Można na najwyższą temperaturę, ale trzeba pamiętać, żeby tłuszczów nie przegrzać. W odpowiednim momencie trzeba wolnowar przełączyć na niższą temperaturę.
  2. Odważany wodorotlenek i wodę, przygotowujemy ług. Nie trzeba go studzić.
  3. Do rozpuszczonych tłuszczów wlewamy ług, mieszamy i blendujemy. Mydło niemal od początku jest rozwarstwione. Żałuję, że nie robiłam zdjęć, ale byłam tak na tym mydle skupiona, że zupełnie wyleciało mi to z głowy. Dopiero pod koniec mój mąż zrobił kilka zdjęć.
  4. Mydło co jakiś czas blendujemy, a gdy zgęstnieje, mieszamy co jakiś czas łopatką. Ten etap może trwać nawet pięć godzin. Im częściej i dokładniej mieszamy, tym szybciej następuje zmydlenie, ale szału nie ma, swoje trzeba przy tym mydle odstać 🙂 Mnie zajęło 3 godziny, ale przykładałam się do blendowania, a potem do mieszania silikonową łopatką.
  5. W końcu zauważycie, że mydło jest gotowe, zmiana jest bardzo wyraźna. Dla pewności można sprawdzić pH, jest poniżej 9. pok_17
  6. Wyłączamy ogrzewanie, studzimy, to czas na dodatki. Ja dodałam zamrożony sok z pokrzywy

    i olejki eteryczne, a na koniec korund.

    I przełożyłam wszystko do słoiczków. pok_22

Z podanej porcji otrzymałam 4 słoiczki o pojemności 235 ml każdy. Mydło delikatnie pachnie i jak dla mnie, wystarczająco ściera. Zarówno olejków jak i korundu można dodać więcej 🙂 pok_24

Ze świeżym sokiem z pokrzywy

pok_10czyli pokrzywowe. Wersja soft, to kupujemy w sklepie sok i dodajemy do mydła. Wersja hard, to zbieramy pokrzywy i przepuszczamy przez sokowirówkę. Ja wybrałam tę drugą 🙂 Ze skrzynki pokrzyw wyszło mi 350 ml soku. Zużyłam 150 ml, resztę zamroziłam w woreczkach na lód, a z najładniejszych czubków nastawiłam ocet 🙂 Spodobało mi się, zamierzałam dzisiaj zebrać ile się da i zrobić sobie zapas mrożonego soku, ale deszcz pokrzyżował te plany.

pok_02

Receptura:
750 g – oliwa pomace (macerat z suszonej pokrzywy)
300 g – olej kokosowy
300 g -olej palmowy
100 g – masło shea
50 g – olej rycynowy
205 g – NaOH
260 g – woda demineralizowana
150 ml – świeży sok z pokrzyw
10 ml – eteryczny olejek lawendowy
5 ml – eteryczny olejek miętowy

  1. Macerat nastawiamy przynajmniej 4 godziny przed zrobieniem mydła, o ile robimy go na gorąco, np. w wolnowarze. Możemy też w piekarniku (zioła zalane olejem wstawiamy do piekarnika, piekarnik włączamy na ok. 50 st. i zostawiamy na 4 godziny lub dłużej). Jeśli robimy macerat na zimno, to 3-4 tygodnie wcześniej. W przypadku pokrzywy jestem zwolenniczką macerowania na gorąco. Mój macerat był zrobiony ponad tydzień temu.
  2. Robienie samego mydła zaczęłam od zebrania pokrzyw. Potem je trzepałam ze wszystkich  żyjątek, starannie oglądałam, żeby odrzucić te podejrzanie wyglądające. Do pokrzyw trzeba mieć porządne rękawiczki, te do sprzątania nie chronią wystarczająco dobrze. Przepuściłam pokrzywy przez sokowirówkę, nadmiar soku zamroziłam w woreczku na lód w kostkach.
  3. Odważamy składniki.
  4. Nastawiamy tłuszcze twarde do rozpuszczenia.
  5. Przygotowujemy ług, zostawiamy do ostudzenia.
  6. Łączymy tłuszcze twarde i miękkie, dodajemy ług, mieszamy aż masa zacznie emulgować i miksujemy blenderem do uzyskania lekkiego śladu.
  7. Dodajemy olejki eteryczne, mieszamy.
  8. Dodajemy sok z pokrzywy. W tym momencie moja masa zaczęła gęstnieć w błyskawicznym tempie. Byłam przygotowana do miksowania blenderem, ale tylko tym blenderem mieszałam, jak łyżką. pok_05pok_06
  9. Wykładamy masę do formy. Wyrównujemy. Na wzory nie ma co liczyć.
  10. Kroimy po ok. 8 godzinach. pok_11

Nie było przesadnie twarde, stemple odbiły się wyraźnie. Gdzieniegdzie pojawiają się dziurki, to efekt „betonującej” masy. Mam słabość do takich mydeł, podoba mi się ich surowość. U mnie na zdjęciach mydło wygląda na szarozielone, w rzeczywistości jest bardziej oliwkowe. Nie zawiera żadnych dodatków barwiących poza sokiem i maceratem z pokrzywy, jestem bardzo ciekawa, czy ten kolor się utrzyma. Mydła robione na samym maceracie z czasem bledną.

pok_16

Z maceratem z mniszka lekarskiego i woskiem pszczelim – wersja 2

mw_08

Kilka dni temu, dokładnie 8 maja, minął rok od pierwszego wpisu na tym blogu (klik-klik). Przypomniało mi się, że odłożyłam trzy kostki mydła, o którym wówczas pisałam i natychmiast jedną z nich wyjęłam i sprawdziłam. Mydło nie straciło swoich właściwości, wspaniale się pieni i mimo, że użyłam oleju słonecznikowego uważanego za mniej trwały, nie widać śladów utleniających się tłuszczów, a przecież przetłuszczenie tego mydła jest wyższe niż 7%.

Tak mnie to ucieszyło, że postanowiłam to mydło powtórzyć. No a potem zaczęłam myśleć. Gdzie rozwój, zdobywanie doświadczenia, testowanie receptur? I kogo obchodzi kolejne takie samo mydło? No właśnie. Nikogo. A zwłaszcza mnie. I choć do tego „pierwszego publicznego” mam wielki sentyment, to postanowiłam recepturę zmodyfikować. Odrobinę, to mydło nie potrzebuje wielkich zmian. Zmniejszyłam ilość oleju kokosowego, dodałam masło shea, mniej piany, więcej pielęgnacji 🙂 Nie zmniejszyłam ilości wody, choć można dać jej mniej, wystarczy 260 g.

Receptura:
350 g – oliwa pomace
300 g – olej słonecznikowy (macerat z mniszka lekarskiego)
200 g – olej kokosowy
100 g – masło shea
50 g – wosk pszczeli
130 g – NaOH
300 g – woda demineralizowana (zimna z lodówki)

  1. Macerat z mniszka przygotowujemy wcześniej. Ten zrobiłam na gorąco, po raz pierwszy w piekarniku. Macerowałam same płatki, miałam ich ok. 2 litry bez upychania.  Zalałam je litrem oleju słonecznikowego (rafinowany, Wielkopolski). Słabo zakręcony słoik wstawiłam do piekarnika, piekarnik włączyłam na nieco mniej niż 50 st. i zostawiłam na noc. Rano odcedziłam macerat, uzyskałam blisko litr, zatem bez strat, rzadko się tak udaje 🙂
  2. Odważamy składniki.
  3. Rozpuszczamy tłuszcze twarde razem z woskiem. Wosk rozpuszcza się w temperaturze ok. 50 st. i taką temperaturę, a właściwie nieco wyższą, powinny mieć tłuszcze twarde.
  4. Przygotowujemy ług, odstawiamy na bok na moment, żeby się dobrze rozpuścił, nie studzimy.
  5. Łączymy tłuszcze twarde i miękkie, jeśli nie podgrzaliśmy tłuszczów miękkich, to może nam się wytrącić wosk. Dolewamy ług, powoli, cały czas mieszając. Mieszamy chwilę tak, by masa była jednorodna, wosk, który wcześniej nieco zgęstniał, rozpuszcza się pod wpływem temperatury ługu. Blendujemy.
  6. Przelewamy do formy, masa dość szybko tężeje. Wierzch wygładzamy lub zdobimy według uznania 🙂
  7. Wosk powoduje, że masa mydła się grzeje i mydło bardzo ładnie żeluje. Moje żelowało. mw_01
  8. Następnego dnia mamy gotowe mydło, wciąż miękkie. Ale można kroić. I już wiem, że pomysł z mniejszą ilością wody jest dobry 🙂 mw_02
  9. Kroimy o odkładamy do leżakowania.

    Zrobiłam zdjęcie porównawcze z mydłem z zeszłego roku. Z czasem kolor jest coraz jaśniejszy, warto to mydło przechowywać z dala od światła, ale nadal w suchym i przewiewnym miejscu. mw_07

Trzy małe kostki odkładam i sprawdzę za rok, trwałość i kolor.

 

Filcowanie mydła

fil_06

Zasada jest prosta, owinąć mydło wełną i sfilcować. Można owinąć kostkę, można wiórki mydlane zlepione w kawałek mydła. Pytanie, po co. Nie wiem, dlaczego inni mieliby to zrobić, wiem, czemu ja 🙂

Po pierwsze, bo to coś nowego, coś, czego wcześniej nie robiłam i musiałam spróbować.

Po drugie, bo jakiś czas temu zepsułam mydło. Teraz już nie jestem pewna, na czym polegał błąd, najprawdopodobniej dałam za mało wodorotlenku. A mydło było z tych wypasionych, borowina plus macerat z sosny, gęsty i aromatyczny, w końcu stał ponad pół roku. A zamiast mydła – plastelina! Dokładniej, to mydło o konsystencji plasteliny. Smutna ciemnobrązowa masa – 1,5 kg!

Po trzecie i po czwarte będzie na koniec.

Nie będę Was uczyć, wrzucam jeden link, kto chce więcej, wpisuje felted soap i ma ile dusza zapragnie. Ja obejrzałam ten –> klik-klik i już wiedziałam, że muszę zrobić.

  1. Potarłam masę mydlanąfil_01
  2. Ulepiłam mydełka. Wiem, paskudnie wyglądają 🙂 fil_02
  3. Owinęłam wełną fil_03
  4. I teraz skrót, bo zapomniałam o zdjęciach. Znalazłam i odżałowałam nowiuteńkie skarpetki, wsadzałam kolejne mydełka i filcowałam. A potem zrozumiałam mój błąd. Brązowe mydło w jasnej wełnie, efekt po wyschnięciu taki sobie, żeby nie powiedzieć – beznadziejny.
  5. Pojechałam do pasmanterii i dokupiłam paski wełny do filcowania i moje mydełka zyskały nieco koloru. Czyli filcowałam raz jeszcze. fil_07

I teraz po trzecie i po czwarte.

Po trzecie, filcowane mydło jest tak przyjemne w dotyku, tak miłe… nie wiem, jak to określić. Człowiek mydli i mydli i nie ma dość 🙂

A po czwarte, piana, cudownie kremowa 🙂 fil_11

Czy to mydło będzie mydłem do masażu? Będę testować.

Uwaga końcowa, jeśli zamierzacie filcować mydło, zróbcie je jasne. I ufilcujcie sobie chociaż jedno, żeby mieć własne zdanie. Może pokochacie 🙂

fil_09

 

Jogurtowe na maceracie z kocanki

Macerat i napar z kocanki dają podobno ładnie ziołowo pachnące mydło. Na pewno to sprawdzę. Na razie zależało mi na kolorze. Na macerat użyłam 50 g suszonej kocanki (kupiłam w zielarskim za 4,50) i litr oliwy pomace . Macerowałam w wolnowarze.

jk_14

Receptura:
700 g – oliwa pomace (macerat z kocanki)
100 g – olej ze słodkich migdałów
300 g – olej kokosowy
300 g – olej palmowy
100 g – masło shea
450 g – jogurt (mrożony w kostkach)
207 g – NaOH
7 ml – eteryczny olejek z drzewa herbacianego

  1. Znacznie wcześniej mrozimy jogurt. jk_01
  2. Odważamy składniki.
  3. Nastawiamy tłuszcze twarde do rozpuszczenia.
  4. Przygotowujemy ług. Najwygodniejszy jest dla mnie wysoki pojemnik z tworzywa PP. Wsypujemy wodorotlenek do jogurtu małymi porcjami za każdym razem mieszamy przed wsypaniem kolejnej porcji aż do rozpuszczenia poprzedniej.
  5. Łączymy tłuszcze twarde i miękkie.
  6. Dodajemy ług do tłuszczów mieszając cały czas łopatką. jk_07
  7. Blendujemy do lekkiego budyniu. jk_08
  8. Dodajemy olejek eteryczny. Mieszamy łopatką, potem krótko blendujemy. jk_09
  9. Wlewamy masę do formy i czekamy aż zakończy się proces zmydlania. Nie izolujemy formy, mydła mleczne mocno się grzeją.

     

Na razie zapach jest mocny, z czasem osłabnie. Kolor, bardziej żółty z pomarańczowymi akcentami niż beż, macerat cedzony przez sito, nie przez szmatkę, stąd drobinki roślin w mydle.

I jeszcze pieczątka, nie chciała się ładnie odbić, więc zrezygnowałam.

jk_23

Potasowe z maceratem z liści laurowych

Mydła potasowe, to mydła, które mają postać pasty, miękkiej, lejącej się, aż po twardą z trudem rozcierającą się między palcami. Mydło, które dzisiaj zrobiłam jest dość twardą pastą, niewygodną w użyciu pod prysznicem czy też do mycia głowy. Brakuje mi w tym momencie składników, by przerobić to mydło na mydło w płynie, ale taki jest cel 🙂

Od jakiegoś czasu myję głowę tylko mydłem, na koniec płuczę wodą z octem (mniej więcej 15 ml octu na 1 litr wody), zamarzyło mi się mydło w paście do włosów. I sobie zrobiłam 🙂

ptlaur_03

Receptura:
200 g – olej kokosowy
100 g – oliwa pomace (macerat z liści laurowych)
100 g – olej winogronowy
100 g – olej rycynowy
116 g – KOH (90%)
250 g – wywar ze skrzypu
30 ml – alkohol (stężenie 40%)

  1. Wywar ze skrzypu przygotowujemy wcześniej. Tutaj –> klik-klik opisałam, jak można go zrobić.
  2. Macerat z liści laurowych przygotowujemy dużo wcześniej. Macerat, którego użyłam, przygotowałam jeszcze jesienią, dzisiaj odlałam z niego potrzebna mi ilość. ptlaur_01
  3. Odważamy tłuszcze twarde i miękkie i umieszczamy w wolnowarze. Nastawiamy wolnowar tak, by tłuszcze twarde rozpuściły się, potem zmieniamy ustawienie temperatury na najniższy.
  4. Przygotowujemy ług. Zostawiamy na moment do pełnego rozpuszczenia i lekkiego przestygnięcia.
  5. Wlewamy ług do rozpuszczonych tłuszczów. Mieszamy łopatką, potem blendujemy aż uzyskamy coś, co konsystencja przypomina mleko. W tym momencie dodajemy alkohol (przyspiesza zmydlanie czyli łączenie KOH z kwasami tłuszczowymi), jeszcze chwilę blendujemy, przykrywamy i zostawiamy.
  6. Podchodzimy co jakiś czas i mieszamy, póki wszystko jest rzadkie, blnderem, potem łopatką.
  7. Moja masa stwardniała po pewnym czasie tak bardzo, że już nie dało się jej mieszać, grzałam ją jeszcze przez ok. 30 minut sprawdzając co jakiś czas pH, kiedy po kilku pomiarach paski pokazywały 8 pH, wyłączyłam, wystudziłam i wyłożyłam na miseczkę. ptlaur_02

Robiłam to mydło z myślą o moich włosach (ciężkich, raczej sztywnych, co pięć tygodni nakładam na nie farbę i podcinam), przetestowałam i na razie przy tym mydle pozostanę. Włosy są miękkie, nie są ciężkie, ale nie są też lśniące jak po wyjściu od fryzjera. Myślę, że osoby z problemami skórnymi typu trądzik czy wypryski też byłyby z tego mydła zadowolone.

To mydło ma wady. Mycie nim głowy w tej postaci wymaga samozaparcia. Ja się zaparłam, ale trzeba mu nadać postać płynu. Postać twardej pasty powoduje też, że trudno utrzymać je w ręce, wypada i spływa do kanalizacji, mydło może się osadzać i zatykać odpływ. To już poważna wada.

Możliwe, że gdybym nie dodała alkoholu, robiłabym to mydło o wiele dłużej, ale być może byłoby miękkie. Nie wiem, zaczynam zbierać doświadczenia i zapisywać moje obserwacje 🙂 ptlaur_05