Sprzątamy

WPIS 1 Przede wszystkim nasze bezpieczeństwo
WPISSprzęt, czyli co musisz mieć, by zrobić mydło
WPIS 3 Formy
WPIS 4 Ach, ten ług!
WPIS 5 Pierwsze mydło
WPIS 6 poniżej

Po zrobieniu pierwszego mydła możemy zostać z naprawdę niezłym bałaganem. Jak go skutecznie usunąć? Bo to nie jest wcale takie oczywiste, zalać wodą, poczekać, aż się rozpuści i umyć. Nic z tego. Czym jest nasz brud? To albo tłuszcz, albo ług, albo mieszanka ługu i tłuszczu.

  1. Sprzątamy w rękawiczkach i okularach!!!
  2. Tłuszcz usuwamy papierowym ręcznikiem najdokładniej jak się da i myjemy w ciepłej wodzie z dodatkiem płynu do naczyń.
  3. Naczynie, w którym rozrobiliśmy ług, najlepiej od razu po przelaniu ługu do tłuszczów zalać wodą, a po zrobieniu mydła, umyć zwykłą wodą. To samo z naczyniem, w którym odważaliśmy wodorotlenek.
  4. Najgorszy brud, to mieszanina tłuszczu z ługiem. Jeśli macie taką możliwość, zostawcie te naczynia w miejscu niedostępnym dla innych, umyjecie za kilka dni, gdy wszystko się zmydli. Wystarczy zalać wszystko wodą, zostawić na kilka godzin, potem umyć. To nadal nie jest przyjemne mycie, ale i tak lepsze niż mycie świeżej masy mydlanej. Być może trzeba będzie umyć dwukrotnie, ale po kilku dniach będzie znacznie łatwiej. Wyjątkiem jest blender, blender myję od razu. Do garnka wlewam gorącą wodę i miksuję ją blenderem, w ten sposób blender myje się sam. Potem wystarczy go nieco domyć i gotowe. Można blender pozostawić nieumyty i umyć po kilku dniach tak, jak to opisałam wyżej, to jest dobre rozwiązanie 🙂 

  5. A co jeśli nie możemy zostawić naczyń aż wszystko się na nich zmydli? No cóż, czeka was wycieranie papierowymi ręcznikami najdokładniej, jak się da, potem mycie w bardzo ciepłej wodzie z dodatkiem środków myjących. Nie próbujcie myć niewytartych papierem naczyń, po pierwsze szkoda środowiska, po drugie, trzeba bardzo dużo płynu do naczyń, by to zmyć.
  6. Blat roboczy, to już zależy od wielkości bałaganu, wystarczy przetrzeć, a czasami trzeba użyć czegoś odtłuszczającego. Ja na koniec używam octu, nie z obawy przed wodorotlenkiem, ładnie nabłyszcza 🙂

Wydaje się to łatwe, prawda? No, poczekajcie, aż zaczniecie używać barwników, wtedy dopiero robi się bałagan! A ilość naczyń rośnie lawinowo. No cóż, i tak warto 🙂

Reklamy

Pierwsze mydło

WPIS 1 Przede wszystkim – nasze bezpieczeństwo
WPIS 2 Sprzęt, czyli co musisz mieć, by zrobić mydło
WPIS 3 Formy
WPIS 4 Ach, ten ług!
WPIS 5 poniżej

Od czego zacząć? Hm… to zależy od dostępnych tłuszczów.
Przyjmijmy, że masz olej kokosowy, oliwę pomace lub z oliwek, może olej ryżowy, teraz jest właściwie w każdy sklepie. Te trzy tłuszcze wystarczą, by zrobić dobre i pieniące się mydło. I zrobię to mydło dla Ciebie krok po kroku ze zdjęciami. Pierwsze mydła warto robić w foremkach, unikniemy wtedy niepewności, czy już dobre, czy kroić, czy czekać. W foremkach można potrzymać mydło dłużej i nic mu nie będzie. Dajmy sobie czas na nabranie doświadczenia.

  1. Receptura
    100 g olej kokosowy
    350 g oliwa pomace
    50 g olej ryżowy
    68 g NaOH (EDIT: kupujemy czysty lub czysty do analizy w skrócie cz.d.a., nie używamy „Kreta” ani technicznego)
    106 g woda demineralizowana (schłodzona w lodówce)
    olejek z drzewa różanego opcjonalnie (można inny lub wcale)
  2. Przygotowujemy potrzebny sprzęt
    pojemnik na zrobienie mydła
    pojemnik na rozpuszczenie tłuszczów twardych
    pojemnik na przygotowanie ługu (odważymy do niego wodę)
    pojemnik na wodorotlenek
    silikonowa łopatka do mieszania
    waga
    blender
    foremki na mydło
    coś, na co odłożymy zabrudzone blender czy łopatkę
    rękawiczki, okulary, maseczka
    01
  3. Odważamy składniki
    odważamy tłuszcze twarde i nastawiamy do rozpuszczenia
    odważamy oleje
    zakładamy okulary i rękawiczki
    odważamy wodorotlenek i wodę
  4. Przygotowujemy ług
    ubieramy maseczkę lub przestajemy oddychać, ubranie maseczki jest zdecydowanie łatwiejsze
    wsypujemy ług do wody
    mieszamy do rozpuszczenia
    zostawiamy ług do schłodzenia
    wychodzimy z pomieszczenia, w którym robi się ług

    na pierwszym zdjęciu wodorotlenek wsypany do wody, na drugim rozpuszczony ług, po pewnym czasie zrobi się przezroczysty

  5. Przygotowujemy masę mydlaną
    łączymy tłuszcze twarde i oleje
    08
    wlewamy ług i mieszamy łopatką, robię to równocześnie
    09
    blendujemy masę pulsacyjnie, czyli włączamy na krótko i wyłączamy blender

    masa jest już jednorodna, dodajemy olejek eteryczny
    12
    blednujemy do śladu (po wyjęciu blendera z masy na wierzchu pozostaje wyraźny ślad, jak po wyjęciu łyżki z budyniu)
    13
    wylewamy do foremek
    14

  6. Gotowe mydło. Po 24-48 godzinach wyjmujemy mydełka z foremek i oto są!

    Mnie wyszło 7 owalnych mydełek. Teraz czekamy – 4 tygodnie. Można użyć mydła już po kilku dniach ale szkoda. Jeśli poleży, będzie lepsze. Przede wszystkim wyschnie, będzie trudniej „łapać” wodę, lepiej się pienić. Ale macie w końcu kilka tych kostek, można jedną podebrać wcześniej, pozostałe będą w tym czasie dojrzewać.

    Uwagi:
    Nie ma potrzeby blendować do śladu, ważne, by masa była jednorodna, by mieć pewność, że rozpoczął się proces zmydlania. To oczywiście trudne na początku, dlatego blendowanie aż uzyskamy ślad daje nam gwarancję, że wszystko jest ok.Może się zdarzyć, że przeblendujemy masę, to znaczy, będziemy blendować zbyt długo. Masa zgęstnieje nam za bardzo, mydło nie da się przelać do formy, trzeba je będzie przekładać. No i trudno, przełożymy, upchamy, mydło nie będzie równe, może nawet będą w nim dziury, ale to i tak będzie najlepsze mydło na świecie 🙂

    Nie mam pomysłu, co jeszcze może się zdarzyć, bądźcie kreatywni, radźcie sobie albo pytajcie 🙂

Zaraz po pierwszym mydle zróbcie drugie, na przykład z tego przepisu
Oliwa 100% po raz czwarty
Mydło z samej oliwy powinno długo leżakować, pół roku a najlepiej dłużej. Dlatego warto zrobić to mydło jako jedno z pierwszych. Przyda się, gdy ktoś ma problemy skórne lub bardzo delikatną i wrażliwą cerę.

Jeśli swoje pierwsze mydło chcesz zrobić pod czyimś okiem, zapraszam na warsztaty!

 

 

Ach, ten ług!

WPIS 1 Przede wszystkim – nasze bezpieczeństwo
WPIS 2 Sprzęt, czyli co musisz mieć, by zrobić mydło
WPIS 3 Formy
WPIS 4 poniżej

No właśnie, ług. W rzeczywistości nie taki ten ług straszny.
WPIS 2 dotyczy sprzętu, tam też opisałam w czym robię ług i czym go mieszam.

Co to jest ług? Wodorotlenek rozpuszczony w cieczy (w wodzie, ziołowym naparze, mleku, jogurcie, itp.)

Pierwszy ług.
Najlepiej zrobić na schłodzonej wodzie. Wystarczy, by woda była przechowywana w lodówce. Wszystkie mydła robię na wodzie demineralizowanej, unikam w ten sposób przykrych niespodzianek, które może nam zgotować zbyt twarda woda. Zanim zaczniemy robić ług, ubieramy rękawiczki ochronne i okulary. Do oddzielnych pojemników odważamy wodorotlenek i wodę. Wodę najlepiej do pojemnika dużo za dużego, wtedy nie będziemy się obawiać pochlapania. Moje pojemniki na ług mają pojemność ok. 1350 ml. Nakładamy na usta i nos ochronną maseczkę. Spokojnym ale zdecydowanym ruchem wsypujemy cały wodorotlenek do wody, chwilę mieszamy, aż wszystko się rozpuści (zauważycie, kiedy to się stanie) i gotowe. Mam to szczęście, że ług przygotowuję w innym pomieszczeniu niż robię mydło, jeśli nie możecie sobie na to pozwolić, pamiętajcie o wentylacji. Ja po zrobieniu ługu wychodzę i zajmuję się czymś innym.
No to podsumujmy.
1. Ubieramy rękawiczki i okulary
2. Odważamy wodorotlenek i wodę do oddzielnych pojemników
3. Ubieramy ochronną maseczkę
4. Wsypujemy wodorotlenek do wody (W PRZYPADKU ŁUGU SODOWEGO NIGDY NA ODWRÓT)
5. Mieszamy do rozpuszczenia (minuta?)
6. I gotowe 🙂
Prawda, że łatwe? Jeśli woda będzie schłodzona, nic się nie stanie, ług nie wykipi. Ale będzie się grzać, osiągnie wysoka temperaturę, możecie to sprawdzić dotykając uważnie pojemnika, przez pojemnik w rękawiczkach na dłoni na pewno się nie oparzycie.

Jeśli nie używasz maseczki na twarz, musisz wstrzymać oddech, nie możesz wdychać oparów, są bardzo niebezpieczne. A potem opuść pomieszczenie i wróć za kilka, kilkanaście minut, jak już wszystko się uspokoi a pomieszczenie przewentyluje. Lepiej użyj tej maski i reszta tak samo, robisz ług, wychodzisz, po pewnym czasie wracasz.

Ług na mrożonej wodzie, mrożonym naparze. Jak już nabierzesz wprawy, możesz zrobić ług na wodzie zamrożonej w kostki. Zamiast wody możesz użyć naparu z ziół. Odważasz tyle lodowych kostek ile potrzebujesz wody, odważasz wodorotlenek, wsypujesz wodorotlenek na zamrożone kostki i mieszasz aż do rozpuszczenia. Dlaczego mrożone? Bo wtedy opary niemal się nie wydzielają a ług grzeje się słabiej. Ale zachowaj wszystkie środki ostrożności.

Ług na mrożonym mleku kozim, owczym, krowim, na mrożonym mleku kokosowym lub owsianym. To nie jest ług dla osób rozpoczynających przygodę z mydłem, ale napiszę. Postępuj tak samo, jak w przypadku ługu na mrożonej wodzie, w przypadku ługu na mleku zwierzęcym umieść pojemnik z ługiem w większym, wcześniej do większego wlej zimnej wody (bardzo zimnej) i dosyp nieco lodu. Wtedy ług nie będzie się prawie grzał, postępując w ten sposób, potrafię utrzymać temperaturę ługu poniżej 30 st.

 

Formy

WPIS 1Przede wszystkim – nasze bezpieczeństwo
WPIS 2 – Sprzęt, czyli co musisz mieć, by zrobić mydło
WPIS 3 – poniżej 🙂

Formom poświęcam oddzielny wpis.

Pierwsze mydło zrobiłam w pudełku po lodach, było krzywe ale i tak uważałam je za najpiękniejsze na świecie. Niestety, nie nadawało się do użytku, bo wykorzystałam cudzy przepis, w którym źle obliczono wodorotlenek i mydło było zbyt ostre. Ale wróćmy do form. Od samego początku marzyły mi się równe kostki, drewniana forma i krajalnica. Zanim nasz warsztat będzie kompletny, minie nieco czasu, mało kto może sobie pozwolić, by od razu idealnie go wyposażyć. A formy są ważne.

  1. Na początek możemy wykorzystać pudełka po lodach, dobrze się sprawdzają, mydło łatwo się z nich wyjmuje, można je potem pokroić na mniejsze kawałki. Ja używałam pudełek po lodach Algidy. Oczywiście, to nie są jednie słuszne lody 🙂  lody
  2. Formy silikonowe – polujcie na nie w dużych marketach, bywają naprawdę dobre przeceny, zwłaszcza przed świętami. Ostatnio kupiłam formę na 6 mydełek, zapłaciłam 9 złotych. A mydełka wychodzą urocze 🙂 

  3. Skrzyneczki po winie. Można je kupić za kilkanaście złotych np. w Makro, można popytać wśród znajomych, a nuż ktoś ma i nie potrzebuje. Bardzo dobre są z zasuwaną górą, można wtedy odbić denko, góra staje się dołem, gdy mydło jest gotowe do krojenia, wysuwamy denko i wypychamy mydło. Mnie udało się zdobyć dwie skrzynki po winie, moje mydła od razu na tym zyskały, nareszcie miałam porządne kostki, dość duże kostki, ważyły ok. 160 gramów, ale były świetne. Skrzyneczki wymagają wyłożenia papierem, nie są wieczne, moje służyły mi ok. roku, ale też bardzo intensywnie ich używałam. W końcu się rozpadły. wino 1
  4. Można formy kupić na aliexpress. To takie chińskie allegro. Od oferty mydlanej można dostać zawrotu głowy, są tam m.in. drewniane formy z silikonowym wkładem, nie trzeba ich wykładać papierem, gdy mydło jest gotowe do krojenia, wyjmujemy i kroimy. Ceny są różne, koszt formy na 900 gramów mydła to ok. 15-16 dolarów, ale płacimy w złotówkach. Są blogi poświęcone zakupom na aliexpress, które krok po kroku pokazują, jak się zarejestrować, jak kupować, jak płacić. Na dostawę czekamy ok. 3-4 tygodnie, bardzo często wysyłka jest bezpłatna. skrzyneczka
  5. Obecnie używam własnych form, głównie ze sklejki wodoodpornej, lekkie i wygodne. Są rozkładane, wykładam je papierem do pieczenia. Mam też drewniane, też można je rozłożyć, sprawiają wrażenie solidniejszych niż te ze sklejki, ale ja nie widzę różnicy poza ciężarem. Te formy są dostępne w dość przystępnych cenach: od 38 do 44 złotych plus koszt wysyłki, cena zależy od materiału i wymiaru. Tutaj –> klik-klik napisałam o nich więcej. 15

Sprzęt, czyli co musisz mieć, by zrobić mydło

WPIS 1Przede wszystkim-nasze bezpieczeństwo
WPIS 2 – poniżej 🙂

  1. Waga – do odważania składników – waga, która waży z dokładnością do 1 g, im wyższa dokładność tym oczywiście lepiej, ale taka dokładność w mydłach jest wystarczająca.
  2. Pojemnik do odważenia wodorotlenku. Na początku używałam małych plastikowych pojemniczków, do czasu. Któregoś dnia z przerażenie zauważyłam, że granulki wodorotlenku zaczynają w moim pojemniku tańczyć, pojemnik się elektryzował i granulki odskakiwały od niego. A może to wodorotlenek się elektryzował? Nie wiem. Cokolwiek to było, zrezygnowałam z plastikowych pojemników i zaczęłam używać emaliowanych kubeczków.
  3. Pojemnik na przygotowanie ługu – ług się grzeje, zatem pojemnik odporny na wysoką temperaturę. Od ponad dwóch lat używam tych samych pojemników i wciąż są dobre, to pojemniki z polipropylenu (oznaczone symbolem PP) odporne na temperatury i te wysokie i te niskie. Nic się z moimi pojemnikami nie dzieje, nie pękają, nie rysują się… Można użyć szkła laboratoryjnego przeznaczonego do kontaktu z wodorotlenkiem, można użyć naczynia emaliowanego.
  4. Łopatka do mieszania ługu, masy mydlanej. Od początku używam silikonowych łopatek, najtańsze i najwygodniejsze znalazłam w IKEI, szczerze polecam, ług na nie nie działa, masa mydlana też im nie szkodzi. Warto mieć ich na początek ze dwie, trzy. Jeśli mydlarstwo Was wciągnie, po jakimś czasie będziecie mieć kilkanaście 🙂
  5. Naczynie, w którym rozpuścisz tłuszcze stałe. Dowolne naczynie, które się do tego nadaje i które można umieścić na gazie, płycie elektrycznej, indukcyjnej…
  6. Pojemnik, w którym zrobisz mydło – to może być garnek emaliowany, garnek ze stali nierdzewnej lub plastikowy pojemnik z polipropylenu (pp). Osobiście najchętniej używam misek, takich jak na zdjęciu poniżej. Z takiej miski bardzo wygodnie wygarnia się masę mydlaną, można miskę wyczyścić niemal do czysta 🙂
  7. Blender, to chyba najkosztowniejszy zakup dla początkującego mydlarza. Najlepszy bender, to taki z metalową końcówką miksującą z możliwością zmiany prędkości pracy. A czy zatem może być plastikowy? Może, oczywiście, że tak. Trzeba tylko pamiętać, że plastik nie najlepiej znosi wysokie temperatury. Ale kto zaczyna od gotowania mydeł? Mało kto. Dlatego uważam, że prosty tani blender może być. Używam takich do dzisiaj, dopiero po roku intensywnego mydlenia kupiłam sobie porządny metalowy blender, głównie dlatego, że jak już wcześniej wspomniałam, naprawdę trudno od razu zgromadzić cały potrzebny sprzęt i to wysokiej jakości. Warto też sprawdzić, czy mydlarstwo nas wciągnie, bo jeśli nie, to nie ma sensu wydawać zbyt wiele. Jeśli jesteście szczęściarzami i już taki blender macie, to możecie go używać, po zrobieniu mydła łatwo go umyjecie.
  8. Forma, foremki na mydło – formom poświęcam następny wpis, zapraszam tutaj –> klik-klik
  9. Nóż, krajalnica do mydła. Na początek wystarczy płaski nóż 🙂04

Przede wszystkim – nasze bezpieczeństwo

 

W internecie jest wiele wpisów dla początkujących mydlarzy, warto przeczytać porady innych, ich uwagi, wskazówki. Ja swój cykl dla początkujących rozpoczynam niejako na końcu 🙂 Dlaczego dopiero teraz? Na samej sobie zweryfikowałam porady i uwagi innych, zrobiłam naprawdę dużo mydeł, zdarzyły mi się bardzo różne sytuacje, kipiący ług, kipiące mydło, rozlana masa, pęknięty pojemnik z ługiem…. Żadne z tych zdarzeń mnie nie zniechęciło, przeciwnie, mobilizowały do szukania rozwiązań i procedur chroniących mnie i mój warsztat pracy. I wiem, że przygotowania do pierwszego mydła powinniśmy zacząć od zadbania o nasze bezpieczeństwo.

Jakie niebezpieczeństwa czyhają na nas podczas robienia mydła?

  1. Przede wszystkim opary, które mogą powstać podczas przygotowywania ługu i sam ług. I właśnie po to wymyślono okulary ochronne i ochronne maseczki, w ten sposób chronimy oczy i płuca, to najważniejsza ochrona. Pomieszczenie, w którym robimy ług, powinno być wentylowane, idealna sytuacja to taka, gdy mamy oddzielne pomieszczenie na zrobienie ługu.
  2. By wszystkiego bezpiecznie dotykać, od momentu, gdy pojawia się wodorotlenek, pracujmy w rękawiczkach. To mogą być zwykłe cienkie rękawiczki idealnie dopasowane do naszych dłoni. Jeśli któraś pęknie, wymieniamy. Warto też zaopatrzyć się w nieco grubsze rękawiczki odporne na chemikalia, przydadzą się, jeśli coś się wydarzy i trzeba będzie posprzątać mydlany bałagan, na przykład, gdy rozlejemy ług, wylejemy masę mydlaną… itp.
  3. Odpowiedni strój. Strój, który nas chroni, a zatem długi rękaw, wygodne obuwie (raczej pełne), spodnie lub spódnica osłaniające nogi… itp.
  4. Woda. Wygodny dostęp do wody jest bezwzględnie konieczny. Jeśli pochlapiecie się ługiem, spłuczcie go wodą, jeśli pochlapiecie się masą mydlaną, zmyjcie ją wodą. Na początku naczytałam się o neutralizowaniu octem, potem policzyłam, ile tego octu trzeba i odpuściłam. Poza tym, nie będę ryzykować reakcji kwasu z zasadą na własnej skórze. Zdarzyło mi się pochlapać masą mydlaną, wystarczyło przemyć wodą i to bez wielkiego pośpiechu, nie ma śladu. Ale zawsze mam okulary, nigdy nie zachlapałam oczu.
  5. Odpowiednie warunki do pracy-żadnych dzieci i zwierząt w pobliżu. Żadnych przeszkód pod nogami, żadnych zbędnych przedmiotów na blacie, na którym pracujemy, żadnych „rozpraszaczy”.

Z doświadczenia i opowieści innych mydlarzy wiem, że z czasem, gdy nic się nie dzieje, zapominamy o BHP, mieszamy ług bez rękawiczek, pracujemy w bluzeczce na ramiączkach, bo tak bardzo nam gorąco… i wtedy najczęściej coś się dzieje. Nie trzeba bać się robienia mydła, ale warto dbać o własne bezpieczeństwo. A jeśli już coś się zdarzy, trzeba zachować spokój i pamiętać o wodzie.

Na koniec uwagi dotyczące wypadków.

  1. Jesteście najważniejsi, jeśli mydło lub ług znajdzie się na waszej skórze, zajmijcie się sobą. Nieważne, co z mydłem.
  2. Jeśli pęknie naczynie z ługiem, nie ratujcie, odsuńcie się, zostawcie, jak już sytuacja się uspokoi, posprzątacie zwykłą wodą. Trochę się nalatacie ze szmatą, kilka razy przetrzecie a na koniec ostatecznie możecie spryskać octem i przetrzeć wilgotną ścierką, bardziej dla połysku niż bezpieczeństwa.
  3. Jeśli kipi masa mydlana (to może się zdarzyć, jeśli masa przelana do formy jest bardzo gorąca) to też lepiej jej nie ratować, poczekajcie znów aż sytuacja się uspokoi, potem całość najlepiej zebrać do garnka czy wolnowaru i zrobić mydło na gorąco.
  4. Jeśli kipi ług, to bezwzględnie się odsuwamy i czekamy aż kipienie się skończy a potem patrz punkt drugi 🙂 Na wykipienie ługu trzeba zapracować, na przykład zrobić go na herbatce z miodem. Jeśli robicie ług na wodzie chłodzonej w lodówce, nic takiego się nie wydarzy.
  5. Cokolwiek, czego nie przewidziałam, co mi się nie przydarzyło, nie ratujcie mydła ani sprzętów, dbajcie o siebie.

Na wypadki trzeba zapracować, zatem uwagi o wypadkach są na wszelki wypadek, nic wam nie grozi 🙂

Obrazek na górze, żeby było kolorowo 🙂

Mniszkowe po raz kolejny, bo znów mamy maj :-)

Po raz trzeci o tej porze roku robię mydło mniszkowe, tym razem nie jest ono wegańskie, wykorzystałam łój wołowy. Łój wołowy zawiera ok. 28 kwasu palmitynowego, nadaje on mydłu gładkość i połysk,  ok. 13% kwasu stearynowego – odpowiada za twardość i kremową pianę, a także ok. 46% kwasu oleinowego, to ten sam kwas, który jest obecny w oliwie z oliwek i to właśnie dzięki niemu mydło z samej oliwy jest tak dobre. 04

Receptura:
300 g – olej ryżowy
200 g – olej babassu
200 g – łój wołowy
200 g – olej słonecznikowy (macerat z płatków mniszka lekarskiego)
100 g – masła shea
137 g – NaOH
274 g – woda demineralizowana

  1. Najpierw trzeba zebrać mniszek lekarski, oskubać wszystkie płatki, zalać olejem słonecznikowym i zrobić macerat. Na ciepło lub zimno.
  2. Odważamy wszystkie składniki.
  3. Nastawiamy tłuszcze twarde do rozpuszczenia.
  4. Przygotowujemy ług, nieco studzimy, ale nie musi mieć temperatury pokojowej. Jeśli temperatura masy mydlanej będzie wyższa, mydło przeżeluje i będzie nieco ciemniejsze, w tym przypadku to zaleta, uzyskamy przyjemny żółty kolor.
  5. Łączymy tłuszcze twarde i miękkie.
  6. Dodajemy ług, blendujemy.
  7. Wylewamy do foremek i gotowe. W większych foremkach mydło dość szybko było twarde, już po kilku godzinach mogłam je wyjąć, w malutkich foremkach (na 25 gramów mydła) musiało stać blisko 24 godziny, ale też wyszło bardzo ładne.

I tyle. Potem czekamy minimum 4 tygodnie i możemy używać naszego mydła. Możemy wcześniej, ale trochę szkoda, jak dojrzeje, wyschnie, będzie trwalsze i będzie się lepiej pienić.

Nagietkowo-owsiane z woskiem i miodem

06

Nagietek ma same dobre właściwości i każdemu, kto nie jest na nagietek uczulony szczerze go polecam. Kolejne mydło nagietkowe powstało, bo musiałam przetestować prototyp formy. Test wypadł negatywnie a mydło jest, mydło do cery suchej, wrażliwej, dziecięcej… szczerze polecam, bardzo dobre mydło!

Receptura:
200 g – oliwa pomace (macerat byłby jeszcze lepszy!)
75 g – olej ryżowy
100 g -olej kokosowy
75 g – masło kakowe
25 g – masło shea
25 g – wosk pszczeli
66 g – NaOH
132 g- woda demineralizowana
3 płaskie łyżki płatków owsianych
suszone płatki nagietka – powiedzmy, że duża łyżka, ale trudno to zmierzyć
płaska łyżeczka miodu (ok. 5 ml)

  1. Odważamy składniki.
  2. Nastawiamy tłuszcze twarde i wosk do rozpuszczenia.
  3. Przygotowujemy ług.
  4. Do tłuszczów miękkich dodajemy płatki owsiane i płatki nagietka i porządnie miksujemy.
  5. Łączymy tłuszcze twarde i miękkie, pamiętamy, że wosk rozpuszcza się w temperaturze ponad 50 st.C i takiej temperatury pilnujemy, w niższej wosk zacznie tężeć.
  6. Dodajemy ług, mieszamy chwile łopatką, blendujemy.
  7. Dodajemy miód, chwilę blendujemy i wylewamy masę do formy.
  8. Kroimy po ok. 12-16 godzinach. I gotowe. Pozostaje zaczekać, aż mydło dojrzeje.

Z podanej porcji otrzymamy docelowo 6 kostek o wadze ok. 100-110 g. Zależy, jak długo pozwolimy kostkom dojrzewać, 4 tygodnie to minimum, dwa miesiące pozwolą uzyskać dobre i twarde odżywcze mydło. Próbowałam dopasować do tego mydła olejek eteryczny, kilka prób mam za sobą i ostatecznie zrezygnowałam, to mydło o zapachu naturalnym, tylko to, co trzeba, żadnych zbędnych składników.

05

 

Mydło lniane z wywarem z siemienia lnianego

ln_08

O tym mydle rozmyślam od jakiegoś czasu, ma zawierać olej lniany i wywar z siemienia lnianego. Ma być super delikatne, ma pielęgnować, nie może podrażniać, ma być dobre dla osób z wrażliwą skórą i dla małych dzieci. No to zaczynam.

Zaczynam od ugotowania siemienia lnianego, chcę uzyskać bardzo gęsty wywar, gęstszy iż kisiel.

Wywar z siemienia lnianego:
200 ml siemienia lnianego
800 ml wody

Siemię lniane zalewamy zimną wodą, mieszamy i stawiamy na bardzo małym ogniu. Od momentu zagotowania podgrzewamy jeszcze przez kwadrans co jakiś czas mieszając, zdejmujemy z ognia, zostawiamy pod przykryciem na godzinę. W tym czasie wywar jeszcze bardziej zgęstnieje i ostygnie. ln_01 Na przecedzenie przez sito nie ma szansy, użyłam pończochowych skarpetek. I wyciskałam ile siły w rękach 🙂  Uzyskałam ok. 200 ml gęstego lekko brązowego glutka. ln_02

Receptura mydła:
300 g – oliwa pomace
100 g – olej ryżowy
100 g – olej lniany
200 g – olej kokosowy
150 g – masło shea
150 g – masło kakaowe
30 ml – mleczan sodu
10 ml – olejek eteryczny (jeśli chcecie mieć mydło hypoalergiczne, zrezygnujcie z olejku, ja dałam rozmarynowy, bo go bardzo lubię)
135 g – NaOH
150 g – woda demineralizowana
200 ml – wywar z siemienia lnianego zwany glutkiem

  1. Odważamy składniki.
  2. Nastawiamy tłuszcze twarde do rozpuszczenia.
  3. Przygotowujemy ług, odstawiamy do wystudzenia. Nie musi być bardzo chłodny. Mój był dość ciepły, stygł tyle czasu, ile potrzebowałam na wyłożenie formy papierem, połączenie tłuszczów, zmiksowanie lnianego wywaru.
  4. Do tłuszczów miękkich wlewamy glutka i blendujemy. Masa jest bardzo ładna i jednorodna, nieco się później rozwarstwi ale to bez znaczenia. 

  5. Wlewamy tłuszcze twarde, chwilę blendujemy.
  6. Dodajemy ług, chwilę mieszamy, potem blendujemy aż masa lekko zgęstniej. Moja masa dość szybko gęstniała, trzeba uważać, bo po co nam kłopoty przy wlewaniu do formy.
  7. Dodajemy mleczan sodu, króko blendujemy, dodajemy olejki eteryczne (jeśli ktoś chce mieć pachnące mydło), mieszamy. Jeśli trzeba blendujemy do gęstości budyniu.
  8. Przelewamy do formy i gotowe. Na początku mydło miało kolor jasnej masy krówkowej, potem zrobiło się kremowo-żółte. I żelowało. 

  9. Kroimy po ok. 68-10 godzinach. Swoje musiałam pokroić nieco szybciej. Robiłam je ok. 18, do rana mogłoby stwardnieć za bardzo, nie chciałam ryzykować. W tj chwili jest jeszcze miękkie, czas pokaże, czy będzie wyjątkowo pielęgnującym mydłem. Testy za kilka tygodni 🙂

Pilęgnujący tymiankowy „zwyklak” do cery suchej i bardzo suchej

zw_02

Zwyklak, bo to mydło o bardzo zwyczajnym wyglądzie. Kto lubi prostotę w parze z wysoką jakością, niech robi. Potrzebne są dwa składniki, dokładniej dwa tłuszcze – masło shea i olej ryżowy. Zrobiłam to mydło na hydrolacie z tymianku, jeśli nie macie, róbcie na wywarze. To mydło, to test, taki eksperyment. I jest cudowne! Odczekałam i przetestowałam na sobie. Tymianek ma działanie przeciwzapalne, obawiałam się, że może powodować uczucie ściągnięcia skóry, a nic takiego się nie dzieje 🙂

Receptura:
250 g – masło shea
250 g – olej ryżowy
62 g – NaOH
125 g – hydrolat tymiankowy

  1. Odważamy składniki
  2. Przygotowujemy ług na hydrolacie i tu zdziwienie, pachnie tymiankiem 🙂
  3. Studzimy ług, w tym czasie rozpuszczamy masło shea
  4. Łączymy masło z olejem.
  5. Wlewamy ług, bardzo krótko blendujemy i błyskawicznie przelewamy do formy, bo masa szybko i mocno gęstnieje, znak, że hydrolat był bogaty 🙂 Nie udało mi się wyrównać góry.
  6. Kroimy po ok. 12 godzinach.

To mydło wygląda bardzo zwyczajnie ale przetestowałam na sobie i wiem, że dla suchej skóry jest idealne. Jeśli chcecie zachować tymiankowy zapach na dłużej, to można dodać ok. 3 ml olejku (tyle dałam), ale trzeba się liczyć z naprawdę szybkim gęstnieniem masy.

zw_01

Nie wiem, czy to mydło jest trwałe, bo zrobiłam tylko 5 kostek, może uda mi się schować jedną przed sobą, wtedy dopiszę coś na temat trwałości. Ale mam pewne obawy, że nie wytrzymam 🙂 Zapach tymianku sprawia, że chętnie myłabym się tym mydłem kilka razy w ciągu dnia. A wolno najwyżej raz!